Kolektyw, który wypieka apki, gry i narzędzia. Na twoich oczach.
Jest nas trzech. Do każdego projektu dobieramy ludzi, którzy umieją to, czego my nie umiemy: programistów, artystów, ludzi od biznesu. Nie czekamy na zlecenia. Robimy własne produkty, powoli i bez lukru.
kliknij, żeby chodzić · klikaj rzeczy, żeby je obejrzeć
00:00
› kliknij, żeby chodzić · klikaj rzeczy, żeby je obejrzeć
organicbread
Kolektyw, który wypieka apki, gry i narzędzia. Na twoich oczach.
Jest nas trzech. Do każdego projektu dobieramy ludzi, którzy umieją to, czego my nie umiemy: programistów, artystów, ludzi od biznesu. Nie czekamy na zlecenia. Robimy własne produkty, powoli i bez lukru.
Od lat pracujemy w branżach, w których nie istnieje „prawie działa”. Dubbing, film, gry, programy, sport: coś albo działa, albo nie. Dobrze wiemy, jak wygląda produkt zrobiony na pół gwizdka. Na slajdach jest piękny, a pod spodem nie ma nic.
Dziś w dobie AI wygenerowanie byle czego zajmuje minutę. Tyle że byle co już wszyscy mają. Internet tonie w jednakowych stronach, jednakowych tekstach i jednakowych obietnicach, a każda nowa firma robi „rewolucję w AI” dokładnie taką samą jak poprzednia. My robimy rzeczy, z których ktoś korzysta, bo działają: w dniu premiery i długo po niej.
Budujemy biznesy na czasy po AGI, czyli takie, które mają sens także wtedy, gdy wygenerować da się już wszystko.
Do każdego projektu dobieramy ludzi, którzy nas uzupełniają. Założycieli jest trzech, ale przy stole zawsze siedzi więcej osób: programiści, artyści, projektanci, ludzie od produkcji i od biznesu. Nikt z nich nie jest podwykonawcą. Każdy ma w projekcie coś swojego i odpowiada za swoją część.
Wszystko, co robimy, pokazujemy na bieżąco: pracę, decyzje, błędy. Chcemy, żeby każdy mógł podejrzeć, jak to się robi, i wziąć z tego coś dla siebie.
work.flow to aplikacja na komputer, która automatyzuje powtarzalną robotę na plikach. Opisujesz zwykłym zdaniem, co ma się wydarzyć, na przykład „weź ostatni plik z folderu, wyciągnij liczby, wrzuć do raportu”. Agent AI układa z tego kroki na grafie, dopisuje kod, odpala go i poprawia, aż zadziała. Nie piszesz skryptów od zera i nie wysyłasz plików do cudzej chmury. Silnik pracuje na twoim komputerze, na macOS, Windowsie i Linuksie, a każdy krok widzisz na bieżąco i możesz go otworzyć albo zmienić. Możesz korzystać z gotowych node'ów albo dopisać własne w Pythonie.
Zrobiliśmy work.flow, bo sami go potrzebowaliśmy. Mieliśmy dość narzędzi, które albo wymagają terminala i czytania dokumentacji, albo zabierają twoje pliki na serwer i każą płacić za każde uruchomienie. Tu agent pracuje u ciebie, na twoim sprzęcie. Zanim odpali coś, co mogłoby narobić szkód, pokazuje plan i czeka na twoją zgodę. Kiedyś na naszych oczach sam znalazł błąd we własnym kodzie i go poprawił. Od tamtej pory pilnujemy jednego: każdy krok agenta ma być widać.
Do modelu trafia tylko to, co sam mu pokażesz; pliki i workflow zostają na dysku. Model wybierasz sam: podłączasz dostawcę własnym kluczem albo uruchamiasz model lokalny i wtedy z komputera nie wychodzi nic. AI pomaga zbudować workflow, ale nie bierze udziału w jego uruchamianiu, więc te same kroki za każdym razem działają tak samo. Używamy go na co dzień do własnej roboty, każdą usterkę dopisujemy do listy i poprawiamy w kolejnej wersji. Najlepszy test przeszedł jednak u Przemka, który większość kariery spędził w produkcji, przy ludziach, a nie przy kodzie. Po latach prowadzenia dubbingu w 70 językach i bazy około 1500 lektorów wie, ile w tej robocie jest powtarzalności. Dziś odpala w work.flow to, co kiedyś zlecał albo robił ręcznie: przerzucanie nagrań między formatami, porządkowanie plików po projektach, sprawdzanie, co od kogo przyszło i czego brakuje do zamknięcia zlecenia.
Jeśli radzi sobie z nim ktoś, kto nie pisze kodu, to narzędzie działa.
Obecna wersja działa lokalnie i ma 161 gotowych node'ów: do tekstu, tabel, PDF-ów, obrazów, dźwięku i wideo. Biblioteka rośnie. W becie work.flow jest darmowy, a opłat za pojedyncze uruchomienia nie będzie nigdy.
Trójwymiarowy globus z ponad dwudziestoma tysiącami pinezek. Każda to startup, a razem pochodzą ze 131 krajów. Kręcisz Ziemią albo przesuwasz karty w trybie Swipr, jak w Tinderze. Na pinezce widzisz logo, opis i ostatni wpis, a po kliknięciu cały panel z linkami i komentarzami. Działa w przeglądarce i jako aplikacja na telefonie.
Zrobiliśmy go, bo świat startupów ogląda się zwykle przez dziurkę od klucza: listy „top firm” i artykuły o tych samych spółkach z Doliny Krzemowej. Chcieliśmy zobaczyć całość naraz.
Startup z Krakowa, Lagosu czy São Paulo zasługuje na taką samą pinezkę jak ten z Palo Alto.
Dlatego danych nie wybieramy ręcznie: składają je skrypty z otwartych źródeł, a każdy założyciel może wbić własną pinezkę. Żadna redakcja nie decyduje, kto się kwalifikuje.
Jeśli czegoś szukasz, nie musisz przeklikiwać całej mapy. Na stronie jest nasz agent, który zna startupy, zwłaszcza te z mapy. Piszesz mu wprost, czego szukasz, a on podpowiada, które pasują, i dorzuca szczegóły, których na mapie nie ma.
Mapę aktualizujemy na bieżąco. Logo, opisy i banery serwujemy z własnego hostingu, więc strona nie musi zaglądać do cudzych serwerów.
→ [link]
Digital Gulag w produkcji
sowiecki łagier, 1938
około 20 dusz AI
najwyżej 3 sny na noc
tydzień gry: około 40 minut
Digital Gulag to przeglądarkowa gra narracyjna o sowieckim łagrze z 1938 roku, w której twoją jedyną władzą jest sen. Czytasz myśli około dwudziestu dusz, czyli autonomicznych postaci AI, w proceduralnie wygenerowanym obozie, a każdej nocy możesz zasiać najwyżej trzy sny, trzem różnym ludziom. Nie wydajesz rozkazów, nie dajesz jeść, nie ruszasz nikogo na jawie.
Sen wzmacnia to, co w człowieku już siedzi, ale nigdy nie rozkazuje.
Tydzień gry trwa około czterdziestu minut na żywo, bez pauzy i cofania. Potem całość odblokowuje się jako film, który możesz obejrzeć oczami dowolnej z tych osób.
Zrobiliśmy go, bo ta historia jest nam bliska. Jako Polacy znamy łagry nie tylko z encyklopedii. Sybir i deportacje to część naszej własnej historii, o której w szkole mówi się zdawkowo. Chcieliśmy podejść do tego uczciwie, bez patosu i bez robienia z tego gry o zarządzaniu. Dlatego każdy z dwudziestu więźniów ma własną historię, której pozostali nie znają. Widzą tylko to, co robią inni, i często się co do nich mylą, jak zawsze tam, gdzie informacją rządzi strach. Nie ma tu wyniku ani sposobu na wygraną. Zostajesz z tym, co zobaczyłeś, i z tym, co zrobiłeś ludziom, którym zasiałeś sny.
Każda zasada obozu w grze ma swoje źródło w dokumentach z epoki. Silnik, który liczy głód, chłód i śmierć, już działa. Nad resztą pracujemy.
Silnik od początku powstaje tak, żeby dało się w nim zmienić scenerię, epokę i ludzi. Gulag to pierwsza z tych symulacji. Kolejna może się rozegrać na kongresie, we wsi podczas zarazy albo w Cieśninie Ormuz.
→ [link / wkrótce]
Plaq live
około 16 800 naklejek
108 kolekcji
około 7300 wycinanek
bez reklam
Plaq to aplikacja do robienia wizytówek dla młodych ludzi. Każdy składa swoją jako kolaż z naklejek, wycinanek, zdjęć, rysunków i tekstu, który mówi, kim jest i co lubi. Gotowego Plaqa wysyła komuś jako link. Każdy element może być klikalnym odnośnikiem, na przykład do gry albo kanału. Odbiorca otwiera link bez zakładania konta, przybliża wizytówkę i klika w to, co podlinkowane. Plaqa można pokazać jako sam obraz albo w kolekcjonerskim plastikowym etui z łańcuszkiem i nieśmiertelnikiem, które da się obracać w 3D.
Zrobiliśmy go, bo młodzi nie pokazują tego, co robią, na publicznych profilach, tylko w prywatnych wiadomościach i na grupowych czatach.
Dlatego Plaq to wizytówka, którą wysyłasz konkretnej osobie, a nie publiczny profil, o który trzeba dbać.
Widzieliśmy też, że w tej kategorii trzeba wybierać: strony z charakterem nie są bezpieczne, a bezpieczne są nudne. W Plaq nie ma więc publicznej galerii, feedu, wiadomości ani komentarzy. Szkice są prywatne, dopóki sam ich nie opublikujesz, a udostępnianie możesz w każdej chwili wyłączyć. Nie ma też reklam ani sprzedawania danych.
W bibliotece jest około 16 800 naklejek od artystów w 108 kolekcjach i około 7300 wycinanek ze zdjęć, wszystkie na licencjach pozwalających na użycie komercyjne. Gotowego Plaqa wyeksportujesz jako obraz albo PDF z działającymi linkami.
→ [link]
Pracujmy razem
Nie mamy cennika ani pakietów i nie obsługujemy klientów. Pracujemy z ludźmi, którzy nas uzupełniają, i z ludźmi, którzy mają pomysł, na jaki sami nie wpadliśmy.
Wybierz drzwi, które są dla ciebie.
Drzwi 1: Twój pomysł!
1Przychodzisz z pomysłem, wychodzisz z produktem.
Nie kupujesz nas jak firmy usługowej, tylko siadamy do tego razem: research, projekt, pierwsza wersja, wyjście na rynek. Pomysł zostaje twój i to ty decydujesz, co się z nim dzieje. My dokładamy to, czego brakuje: kod, grafikę, proces, liczby. Na końcu masz produkt i wiesz, jak go sprzedać.
Dla kogo:
twórca z pomysłem albo produktem tuż przed premierą.
Co dostajesz:
ludzi, którzy już to przerabiali, od kodu po sprzedaż.
Bez zobowiązań. Pierwsza rozmowa nic nie kosztuje.
Drzwi 2: Dołącz do nas
2Kodujesz, piszesz, malujesz, montujesz albo prowadzisz biznes?
Kolektyw nie jest zamknięty. Do każdego projektu dobieramy ludzi, którzy wnoszą to, czego w danym składzie brakuje: programistów, artystów, sprzedawców. Może właśnie kogoś takiego szukamy, a może to ty szukasz projektu, w który warto włożyć czas.
projekty wspólne z programistami, artystami i przedsiębiorcami
doprowadzanie dobrych pomysłów do działającego produktu i pierwszych użytkowników
pokazywanie procesu na bieżąco, razem z błędami.
Nie robimy:
stron „na wczoraj” za dwa tysiące
sprzedawania godzin
„innowacyjnych rozwiązań” w ofercie
opowiadania o produktach, których nie ma
rzeczy, które są „z AI” i tyle.
My
Jest nas trzech. Nie mamy działu marketingu. Każdy ma swoją specjalność, ale przy projekcie robi wszystko, co trzeba, od pomysłu po wdrożenie. Do tego dochodzą ludzie z zewnątrz, czyli programiści, artyści i przedsiębiorcy, którzy wnoszą to, czego w naszym składzie brakuje. Każdy ma w projekcie swój udział i swoją robotę.
Przemek współzałożyciel · producent · reżyser
13 lat w BBI Media
70 języków
około 1500 lektorów
5 filmów
Przez 13 lat prowadził BBI Media, firmę dubbingową pracującą w 70 językach z około 1500 lektorami. Wśród jej klientów były Apple, Amazon i Microsoft. Wcześniej tworzył dźwięk do gier w SDI. Współtworzył pięć filmów, w tym nagradzany Paszportem Polityki „Photon”. Doradzał Lionbridge przy budowie centrum produkcji multimediów, a od 2020 roku pisze scenariusze, tworzy startupy i pomaga w zdobywaniu dofinansowań. W golfa gra bez sukcesów, ale z klasą.
Gustaw współzałożyciel
finanse i monetyzacja
5 lat w kadrze Polski
wicemistrzostwo kraju
Student finansów na Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, część nauki spędził w Oksfordzie. Specjalizuje się w modelowaniu finansowym i monetyzacji projektów, czyli w tym, żeby produkt miał z czego żyć. Pięć lat w kadrze Polski w golfie, wicemistrzostwo kraju. Ze sportu wyczynowego wyniósł nawyk, który przy produktach przydaje się bardziej niż talent: analizuj, trenuj, powtarzaj, poprawiaj, aż zacznie wychodzić.
Jan współzałożyciel
sprzedaż i UI/UX
Mistrz Polski w golfie
5 lat w kadrze
Specjalista od sprzedaży i UI/UX: wie, jak produkt ma wyglądać i jak trafić z nim do ludzi. Mistrz Polski w golfie, przez pięć lat w kadrze. Na polu nauczył się, że wygrywa nie ten, kto uderza najładniej, tylko ten, kto nie spanikuje w ostatniej rundzie. Tej zasady trzyma się też przy produktach.
Jak to się zaczęło
Wszyscy trzej poznaliśmy się na polu golfowym. Do wspólnej roboty przekonało nas to, co dzieje się z produktami, odkąd wszystko da się wygenerować z AI: powstaje ich mnóstwo, szybko i pod szybki zarobek, a po premierze zostaje z nich niewiele. Uznaliśmy, że ciekawiej jest robić projekty, które zostają, czyli takie, z których ludzie naprawdę korzystają i które coś im dają. Taka robota wymaga spokoju, czasu i ludzi, którzy się uzupełniają.
Stąd kolektyw zamiast agencji.
Czemu nam ufać?
Nie musisz wierzyć nam na słowo. Produkty są na widoku i każdy ma uczciwy status: albo działa, albo dokładnie wiadomo, na jakim jest etapie. Proces publikujemy na bieżąco, razem z tym, co nie wyszło. Gdy coś nie działa tak, jak powinno, piszemy o tym wprost, zamiast czekać, aż problem sam zniknie.
Agencja opowiedziałaby ci o sobie. My wolimy pokazać, co zrobiliśmy.